niedziela, 14 stycznia 2018

Czy Gmina powinna się zadłużać? Czy inwestycje przyniosą zysk?

W poprzednich postach zamieściłem wideo relację z sesji rady Gminy Miłki z 28.12.2017 roku gdzie padło hasło o zadłużeniu naszej gminy z ponad 5 mln złotych do 9 mln w 2018 roku. Podczas tej debaty jeśli mogę to tak nazwać wynikła dyskusja pomiędzy radnym a panią wójt. Przypuszczam, że Pani Wójt chce dobrze, co do Pana Radnego popieram jedno stwierdzenie "przy takim zadłużeniu warto zacząć oszczędzać i wydawać z głową". Artykuł ten nie powinien służyć podwyższaniu emocji związanych z budżetem wręcz przeciwnie wypracowaniu pomostu, konsensusu, porozumienia. Z góry przepraszam jeśli kogoś uraziłem. Poniżej nie używam nazwisk i imion gdyż uważam, że czytelnik sam dotrze i zrozumie oglądając relację z sesji.

Podniecamy się olbrzymim dofinansowaniem unijnym w sytuacji, gdy nie stać nas na współfinansowanie tych unijnych dotacji. Czy jednak władze zadłużonego ponad miarę samorządu powinny zadłużać się jeszcze bardziej w imię realizacji publicznych inwestycji za pieniądze z Brukseli, czy też powinny zacząć oszczędzać?.

Wiele gmin w Polsce ma poważne problemy finansowe. Aby im zaradzić, z jednej strony ogranicza się wydatki, a z drugiej – próbuje się zwiększać dochody. Likwiduje się lub przekształca szkoły, straże miejskie, co mamy za sobą, oszczędza się na oświetleniu ulic (np. stawiamy lampy Wiatrowo solarne tzw.), jak np. Pozezdrze, Węgorzewo, Gołdap, zwalnia się urzędników samorządowych czy obcina się wynagrodzenia urzędnikom.

Z drugiej strony by zwiększyć wpływy, podwyższa się opłaty: za przedszkola, podnosi się czynsze w mieszkaniach komunalnych, podatki od nieruchomości, od środków transportowych, opłatę miejscową,  wprowadza opłaty od deszczówki, . Ponadto by zwiększyć dochody, wiele gmin próbuje prywatyzować swoje mienie: sprzedają spółki gminne czy mieszkania komunalne.

Pogarszająca się sytuacja finansowa zmusiła wiele gmin do zerwania umów o dotacje unijne. Może to być całkiem słuszne działanie w sytuacji, gdy wiele inwestycji, które częściowo powstały za unijne pieniądze, nie tylko nie są nikomu potrzebne, ale na dodatek generują koszty, jak 300 świetlic na Mazowszu, z których działa zaledwie 20 (samo nazwanie tych działań „inwestycjami” wydaje się być pomieszaniem pojęć, gdyż inwestycja powinna przynosić zyski). W nawiasie umieściłem słowa radnego które mi się spodobały mam nadzieję, że nie będzie miał mi tego za złe.

Należy zapytać: na co władze samorządowe powinny wydawać pieniądze, a na co nie powinny? 

Jednak ważniejsze pytanie brzmi: czy w złej sytuacji finansowej władze mają mandat do wydawania olbrzymich kwot, czy raczej powinny zacząć oszczędzać?

I nieważne czy są to wydatki na urzędników, kulturę, edukację czy na współfinansowanie inwestycji częściowo realizowanych za pieniądze z Brukseli. Nie rozstrzygnę w krótkim artykule, co jest bardziej a co mniej ważne dla gminy i jego mieszkańców. Zawsze jest coś do zrobienia, jedni woleliby wybudować nową drogę czy oczyszczalnię ścieków, a inni – wyremontować przedszkole czy zorganizować imprezę sportową z okazji jakiegoś święta. Jeszcze inni skłaniają się do realizacji inwestycji publicznych pod warunkiem, że w przyszłości „będą one na siebie pracowały”. Tylko czy powinno być to robione w sytuacji, kiedy nas na to nie stać? Jeśli porównamy to do budżetu rodziny: czy rodzina, która zarabia 3000 zł miesięcznie, może co miesiąc wydawać 3580 zł? Czy jakikolwiek bank da jej kredyty, które pokryją nadmierne wydatki? Oczywiście, że nie. Taka polityka finansowa rodziny musi prowadzić do jej szybkiej niewypłacalności, gdyż co miesiąc musiałaby zaciągać nowe kredyty i to w coraz większej wysokości po to, by spłacać stare zobowiązania. Ale tak właśnie robią władze! Pewnie istnieje oczywiście wieloletni plan spłaty tych długów (aż do roku 20??), ale będą je spłacać już inne władze samorządowe, bo tych radnych i wójta interesują tylko wydatki, a nie oszczędności. Podczas sesji na temat budżetu wielu radnych się wstrzymało od głosowania. Widać ich nie pewność i strach. Wiedza ze w przyszłości będą musieli wytłumaczyć wyborcom zadłużenie, które pozostawią po czterech latach żadów.
Dlatego najważniejszą zasadą działania wszelkich władz powinien być zrównoważony budżet. 
Wydajemy tyle, ile zbierzemy z podatków i innych dochodów. Ani złotówki więcej. Jeśli nie stać nas na inwestycje, po prostu nie inwestujemy. Jeśli chcemy zainwestować w coś droższego, to możemy te pieniądze najzwyczajniej zaoszczędzić. Nie zadłużamy przyszłych pokoleń podatników, bo to nieuczciwe i niemoralne. Czy Kowalski przyjmie spadek po ojcu jeśli wartość zadłużenia majątku przekracza jego realną wartość rynkową?. Odpowiadam nie bo jest to nie ekonomiczne.
Dobry budżet to budżet zrównoważony, a zły – niezrównoważony. Dla Miłek zastosowanie się do tej zasady oznaczałoby zmniejszenie tegorocznych wydatków o ładnych parę setek tysięcy a nie zwiększenie zadłużania. Oczywiście nie można rezygnować z wszystkich wydatków. Każda gmina musi realizować zadania zlecone, ale na nie otrzymuje pieniądze z budżetu centralnego. Są też wydatki stałe, jak na utrzymanie administracji, ale te już są możliwe do zmniejszenia poprzez zwolnienie części urzędników czy obniżenie im płac. Podobnie jest z radnymi czy samym wójtem. Z pewnością nie powinny być realizowane inwestycje gminne (nawet te współfinansowane z unijnych pieniędzy), jeśli gminy najzwyczajniej w świecie nie stać na nie.

Tym bardziej że inwestycje publiczne, w tym samorządowe, nie są tak korzystne, jak się powszechnie uważa. Jak niedawno usłyszałem od makroekonomisty i potwierdzam to też ze swoich obserwacji z których wynika, że „nie istnieje żadna korelacja między inwestycjami publicznymi a wzrostem gospodarczym”. Dlaczego się tak dzieje? Sprawę wyjaśnia poniższe stwierdzenie: „wybrani do władz przedstawiciele, podejmując decyzję o zaciąganiu długu publicznego, powinni brać pod uwagę konsekwencje w postaci zmniejszenia zdolności inwestycyjnej podmiotów prywatnych, zmuszonych przeznaczać większą część wypracowanych przez siebie dochodów na spłatę [poprzez wyższe podatki – TC] wydatków publicznych”. 

Mówiąc po ludzku, kiedy przedsiębiorcy zapłacą wyższe podatki, to zabraknie im środków finansowych na realne inwestycje w gospodarce. A to wyłącznie biznes tworzy nowe miejsca pracy, które budują dobrobyt. Biurokratyczne miejsca pracy w urzędach jedynie konsumują bogactwo wytworzone przez sektor prywatny, przyczyniając się do regresu gospodarczego. Znaczy to, iż te złotówki, które w tym roku władze samorządowe Miłek wydadzą na inwestycje, nie przysporzą dobrobytu mieszkańcom. Turystyka jak powiedział jeden radny podczas ostatniej sesji nie przynosi dochodu gminie, a wręcz przeciwnie ściągalność podatku jest znikoma co potwierdza skarbnik, więc racje ma radny mówiąc że budowanie nowych dróg dojazdowych dla turystów, którzy przesiadują na terenie gminy 2 miesiące w roku jest nieekonomiczne i nieracjonalne i niesprawiedliwe wobec mieszkańców płacących podatek. 
Sam chcę by w następnych latach gmina wzięła się za uporządkowanie wodociągów, które przez wycieki powodują straty, za które płaci odbiorca, czy przebudowę i uporządkowanie centrów miejscowości szczególnie takich jak Miłki czy Rydzewo, Też nie jestem pewien czy drogi gruntowe to taki wielki problem. Uważam, że zalewanie asfaltem dróg gruntowych w perspektywie 10 lat spowoduje większe koszty naprawy niż coroczna naprawa dróg gruntowych. Dodatkowo odbieramy pracę przedsiębiorstwu gminnemu jakim jest Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych w Miłkach, które drogi gruntowe może doraźnie naprawiać, a asfalt wymaga specjalistycznego sprzętu na który ani spółkę czy też gminę Miłki niestać. Proszę o oglądnięcie zamieszczonego wideo i wypowiedz co o tym myślicie pozdrawiam Piotr

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz